Cała ich kultura piłkarska zatrzymała się w miejscu. Piłkarzom brakuje pewności siebie, najlepiej się czują schowani na własnej połowie. Byle nie podejmować ryzyka, nie brać odpowiedzialności. Czekają na błąd rywala, próbują kontrataku. Nie lubią mieć piłki, wolą reagować, niż zmuszać do reakcji – powiedział „Rzeczpospolitej” o naszych najbliższych rywalach, trener kadry Leo Beenhakker.
- Czy wierzę, że w Brukseli da się zagrać podobnie jak w spotkaniu z Portugalią? Zanim odpowiem - nie wiem, kto był odpowiedzialny za ustalanie terminów spotkań, ale jest dla mnie nieporozumieniem, że z Belgią gramy w dniu, który w kalendarzu FIFA jest terminem meczów towarzyskich. To oznacza, że trener może zabrać piłkarzy z klubów dopiero 48 godzin przed meczem. Nie będziemy mieli czasu na żadne poważne przygotowania. Dobrze przynajmniej, że Belgowie też mają ten problem i zbiorą się dopiero po kolejce ligowej – dodał.
- Wspólnych kłopotów mamy zresztą więcej: kartki, kontuzje. U Belgów nie zagrają świetny napastnik Moussa Dembele i obrońca Vincent Kompany, ale nasze straty są większe. Właśnie wypadł z kadry kontuzjowany Paweł Golański, wcześniej to samo spotkało Mariusza Jopa, Arkadiusza Głowackiego, Arka Radomskiego, za kartki nie zagra Wojciech Kowalewski. Zabraknie dwóch obrońców i bramkarza z meczu z Portugalią, a do tego nie mam pojęcia, w jakim stanie zawodnicy dotrą do Belgii. Na pewno pokonanie Portugalii dodało im pewności siebie, ale będę zmuszony zrobić kilka zmian. W jedenastce pojawią się nowi piłkarze, zmianie ulegnie sposób gry. Gdybym chociaż mógł popracować z nimi dłużej na zgrupowaniu... Nie mogę dać żadnej gwarancji, że zagramy tak jak z Portugalią. Może to zabrzmi głupio, ale taka jest właśnie prawda o trenerach reprezentacji. Jesteśmy skazani na niepewność, jak kluby przygotują nam piłkarzy.
- Do Finlandii tracimy tylko punkt, do liderującej Serbii - trzy, a przecież do końca eliminacji jeszcze dziesięć meczów i 30 punktów do zdobycia. W tak wyrównanej grupie wszystko jest możliwe. Po porażce z Finami w Bydgoszczy byłem bardzo niezadowolony, ale wiedziałem, że ta przegrana może nie mieć poważnych konsekwencji. Walka o awans rozegra się między pięcioma zespołami: Portugalią, Serbią, Finlandią, Belgią i Polską, ale decydujące mogą być punkty stracone w meczach z Azerbejdżanem, Armenią i Kazachstanem. Myślę, że dopiero w połowie eliminacji, gdy każdy zagra z każdym przynajmniej raz, będziemy w stanie określić, jakie miejsce w tej grupie ma szanse zająć Polska. Na razie nie warto wpadać ani w panikę, ani w euforię.
- Czy wierzę, że w Brukseli da się zagrać podobnie jak w spotkaniu z Portugalią? Zanim odpowiem - nie wiem, kto był odpowiedzialny za ustalanie terminów spotkań, ale jest dla mnie nieporozumieniem, że z Belgią gramy w dniu, który w kalendarzu FIFA jest terminem meczów towarzyskich. To oznacza, że trener może zabrać piłkarzy z klubów dopiero 48 godzin przed meczem. Nie będziemy mieli czasu na żadne poważne przygotowania. Dobrze przynajmniej, że Belgowie też mają ten problem i zbiorą się dopiero po kolejce ligowej – dodał.
- Wspólnych kłopotów mamy zresztą więcej: kartki, kontuzje. U Belgów nie zagrają świetny napastnik Moussa Dembele i obrońca Vincent Kompany, ale nasze straty są większe. Właśnie wypadł z kadry kontuzjowany Paweł Golański, wcześniej to samo spotkało Mariusza Jopa, Arkadiusza Głowackiego, Arka Radomskiego, za kartki nie zagra Wojciech Kowalewski. Zabraknie dwóch obrońców i bramkarza z meczu z Portugalią, a do tego nie mam pojęcia, w jakim stanie zawodnicy dotrą do Belgii. Na pewno pokonanie Portugalii dodało im pewności siebie, ale będę zmuszony zrobić kilka zmian. W jedenastce pojawią się nowi piłkarze, zmianie ulegnie sposób gry. Gdybym chociaż mógł popracować z nimi dłużej na zgrupowaniu... Nie mogę dać żadnej gwarancji, że zagramy tak jak z Portugalią. Może to zabrzmi głupio, ale taka jest właśnie prawda o trenerach reprezentacji. Jesteśmy skazani na niepewność, jak kluby przygotują nam piłkarzy.
- Do Finlandii tracimy tylko punkt, do liderującej Serbii - trzy, a przecież do końca eliminacji jeszcze dziesięć meczów i 30 punktów do zdobycia. W tak wyrównanej grupie wszystko jest możliwe. Po porażce z Finami w Bydgoszczy byłem bardzo niezadowolony, ale wiedziałem, że ta przegrana może nie mieć poważnych konsekwencji. Walka o awans rozegra się między pięcioma zespołami: Portugalią, Serbią, Finlandią, Belgią i Polską, ale decydujące mogą być punkty stracone w meczach z Azerbejdżanem, Armenią i Kazachstanem. Myślę, że dopiero w połowie eliminacji, gdy każdy zagra z każdym przynajmniej raz, będziemy w stanie określić, jakie miejsce w tej grupie ma szanse zająć Polska. Na razie nie warto wpadać ani w panikę, ani w euforię.