Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 04 Apr, 2025

Czy Legia ma szanse z Szachtarem?

Czy Legia ma szanse z Szachtarem?

Legia w kiepskim stylu zremisowała w Grodzisku z przeciętnym Groclinem. Jej rywal w eliminacjach Ligi Mistrzów, czyli Szachtar Donieck, rozbił swojego rywala w lidze ukraińskiej 5:0. Pretensje mistrzów Polski do europejskiej elity wydają

się być nieuzasadnione. To miał być ostatni egzamin przed najważniejszym od początku XXI wieku występem w historii warszawskiego klubu. Gdyby Legia w Grodzisku zdecydowanie wygrała, zdarzenie to potraktowano by jako tzw. dobry prognostyk przed środowym spotkaniem. Po sobotnim remisie próbuje się to tłumaczyć tak, że może być tylko lepiej. Trener Dariusz Wdowczyk jednak nie maskował emocji. Nie tylko wściekły omal nie wbiegł na boisko, gdy sędziowie nie dali Legii wolnego w ostatnich sekundach za rękę obrońcy Groclinu w okolicach pola karnego (a Legia ma przecież fantastycznie wykonującego rzuty wolne Edsona), ale też zamknął się z piłkarzami w szatni i tam za sobotni występ długo im "dziękował". Nie było go na konferencji prasowej - drużynę reprezentował drugi trener Tomasz Strejlau. A w przypadku niezwykle medialnego, lubiącego publiczne wypowiedzi Wdowczyka to absolutny wyjątek.

Od pogromu na początku rundy wiosennej w poprzednim sezonie rozpoczął się praktycznie marsz legionistów po tytuł. Teraz też wiele wskazywało, że Legia w Grodzisku poradzi sobie śpiewająco. Przez pierwszy kwadrans miała trzy dobre okazje (kto mógł przypuszczać, że przez następne trzy kwadranse nie będzie już miała żadnej) i całkowicie kontrolowała przebieg wydarzeń. A w 7. min po faulu na Sebastianie Szałachowskim z wolnego pięknie - w swoim stylu, z ostrego kąta, w przeciwległy róg - uderzył Edson. Sebastian Przyrowski w bramce Groclinu niby wiedział, jak strzela brazylijski obrońca, lecz tylko odprowadził piłkę wzrokiem.

Później zamiast coraz lepiej mistrzowie kraju grali coraz gorzej. Trudno być optymistą przed występem w Doniecku, gdy przez ponad 90 minut trójka napastników - Piotr Włodarczyk, Elton, a później wprowadzony za niego Dawid Janczyk - w sumie raz celnie strzelili na bramkę (a czy strzelali niecelnie? - także nie). W środku pola miał rozgrywać Aleksandar Vuković. Jest w tej chwili jedynym ofensywnie nastawionym środkowym rozgrywającym, bo Marcin Burkhardt ma kłopot z kręgosłupem i nie wiadomo, czy w najbliższym czasie nie podda się operacji. Serb, który przeciwko Cracovii spisywał się przyzwoicie, w sobotę był niewidoczny. Ponieważ słabiej niż zwykle grał Łukasz Surma, a niewidoczny był także Roger, nie było łączności pomiędzy obroną i atakiem.

I ta obrona. W poprzednim sezonie najlepsza w lidze - ale w składzie z Moussą Ouattarą. Teraz Dickson Choto i Hugo Alcantara w roli stoperów tylko z pozoru sprawiają solidne wrażenie. Wystarczy szybsze rozegranie przez środek i już wkradają się nieporozumienia. Do tego Hugo gra niebezpiecznie i w każdej chwili - a w Doniecku może do tego być chwila najlepsza - jest faworytem, by dostać czerwoną kartkę. No i jeszcze Edson. Wspaniale strzela z dystansu, ale wykonywanie podstawowych obowiązków obrońcy idzie mu zdecydowanie gorzej. W sobotę kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy głównie Brazylijczyk miał udział w tym, że gospodarze w bardzo łatwy sposób - przez środek boiska - przedostali się pod bramkę Łukasza Fabiańskiego. I na bramkarza Legii w pewnym momencie pędziło trzech nieobstawionych. Nic dziwnego, że w tym przypadku nawet on, jak zwykle bezbłędny, też nie poradził.

Z czym więc Legia porywa się na Szachtar? - W piłce tak bywa, że słabszy finansowo klub, drużyna o mniejszych możliwościach, może pokonać silniejszego - mówi obecny w sobotę w Grodzisku prezes stołecznego klubu Piotr Zygo. I na to głównie w tej chwili liczymy.