- Mecz w Łodzi pokaże, czy Legia faktycznie jest słaba, czy dotychczasowe słabe występy to efekt zbiegu okoliczności - stwierdził przed rozpoczęciem spotkania Cezary Kucharski. Wieloletni napastnik warszawskiego zespołu, który grał w Legii jeszcze w tym roku przyjechał na mecz z ŁKS, bo chce być dobrze przygotowany do roli menedżera. I to menedżera ściśle współpracującego ze stołecznym klubem. Po przegranym 1:2 meczu przed autokarem rozmawiał z będącym obecnie rezerwowym Tomaszem Kiełbowiczem. Wnioski nasuwały się same. Legii potrzebna jest pomoc.
Nawet początek poprzedniego sezonu był lepszy. Wówczas pod kierunkiem Jacka Zielińskiego z czterech pierwszych meczów drużyna też jedno wygrała, ale miała dwa remisy i tylko jedną porażkę. Teraz bilans jest taki, że zwycięstwo jest znowu jedno, ale i jeden remis, a do tego dwa spotkania przegrane. To już nie jest chwilowa słabość. Z każdym dniem czy tygodniem sytuacja wygląda gorzej.
O tym, że pochopnie pożegnano się z piłkarzami, którzy przy kartkach czy kontuzjach mogliby stanowić uzupełnienie, pisaliśmy i pisać będziemy wielokrotnie. Sytuacja tak dalece wymknęła się spod kontroli, że w Łodzi przez pół meczu na środku obrony musiał występować defensywny pomocnik Łukasz Surma, dla którego był to pierwszy taki występ w życiu. A i tak mimo że na środkowego obrońcę się nie nadaje (choćby przez średnie warunki fizyczne - na tej pozycji trzeba mierzyć wyraźnie ponad 180 cm), nie był w tej roli gorszy od Brazylijczyka Hugo. Tamtego sprowadzono zaś jako pełnowartościowego następcę Moussy Ouattary. A jeżeli nie wyleczy się - i to cudem, bo jeszcze w piątek mówiono, że to niemożliwe - Dickson Choto, występ przeciwko Szachtarowi skończy się tak jak poprzednie występy legionistów w pucharach. To znaczy jak 1:4 w Zurychu czy wcześniejsze 1:3 z Austrią Wiedeń. A ten drugi wynik zdarzył się po przegranej 0:1 na wyjeździe. Czyli okoliczności takie jak teraz (w Doniecku piłkarze Legii ulegli 0:1).
Niekorzystny wynik rewanżu z Szachtarem jest tym bardziej prawdopodobny, że o ile w pierwszym spotkaniu chodziło o desperackie zachowanie jak najniższego wyniku, o tyle teraz trzeba będzie dążyć do osiągnięcia wygranej. To zaś dobrze nie wróży. W tej chwili w Legii nie ma kto atakować, ale i bronić nie ma komu. Przegrany mecz z beniaminkiem w Łodzi obnażył te braki.
- Legia najlepsza jest - mają zwyczaj śpiewać warszawscy kibice. Teraz bliżej do tego, by ta Legia była najgorsza.
Nawet początek poprzedniego sezonu był lepszy. Wówczas pod kierunkiem Jacka Zielińskiego z czterech pierwszych meczów drużyna też jedno wygrała, ale miała dwa remisy i tylko jedną porażkę. Teraz bilans jest taki, że zwycięstwo jest znowu jedno, ale i jeden remis, a do tego dwa spotkania przegrane. To już nie jest chwilowa słabość. Z każdym dniem czy tygodniem sytuacja wygląda gorzej.
O tym, że pochopnie pożegnano się z piłkarzami, którzy przy kartkach czy kontuzjach mogliby stanowić uzupełnienie, pisaliśmy i pisać będziemy wielokrotnie. Sytuacja tak dalece wymknęła się spod kontroli, że w Łodzi przez pół meczu na środku obrony musiał występować defensywny pomocnik Łukasz Surma, dla którego był to pierwszy taki występ w życiu. A i tak mimo że na środkowego obrońcę się nie nadaje (choćby przez średnie warunki fizyczne - na tej pozycji trzeba mierzyć wyraźnie ponad 180 cm), nie był w tej roli gorszy od Brazylijczyka Hugo. Tamtego sprowadzono zaś jako pełnowartościowego następcę Moussy Ouattary. A jeżeli nie wyleczy się - i to cudem, bo jeszcze w piątek mówiono, że to niemożliwe - Dickson Choto, występ przeciwko Szachtarowi skończy się tak jak poprzednie występy legionistów w pucharach. To znaczy jak 1:4 w Zurychu czy wcześniejsze 1:3 z Austrią Wiedeń. A ten drugi wynik zdarzył się po przegranej 0:1 na wyjeździe. Czyli okoliczności takie jak teraz (w Doniecku piłkarze Legii ulegli 0:1).
Niekorzystny wynik rewanżu z Szachtarem jest tym bardziej prawdopodobny, że o ile w pierwszym spotkaniu chodziło o desperackie zachowanie jak najniższego wyniku, o tyle teraz trzeba będzie dążyć do osiągnięcia wygranej. To zaś dobrze nie wróży. W tej chwili w Legii nie ma kto atakować, ale i bronić nie ma komu. Przegrany mecz z beniaminkiem w Łodzi obnażył te braki.
- Legia najlepsza jest - mają zwyczaj śpiewać warszawscy kibice. Teraz bliżej do tego, by ta Legia była najgorsza.