Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 04 Apr, 2025

Legia Warszawa - Szachtar Donieck 2:3

Legia Warszawa - Szachtar Donieck 2:3

Nadzieja umarła po 30 minutach rewanżowego meczu z Szachtarem. W tym momencie mistrz Polski, żeby awansować, musiałby strzelić trzy gole. Nie strzelił. Liga Mistrzów to próg za wysoki. Jak zwykle nie zawiedli kibice. Ci z trybuny otwartej, wszyscy ubrani na biało, dopingowali nawet wówczas, gdy układ sił stał się jeszcze bardziej niekorzystny dla drużyny prowadzonej przez Dariusza

Wdowczyka. Do przerwy było 1:3 i w tym momencie Legia, by awansować, musiałaby strzelić cztery gole. Oczywiście nie tracąc żadnego. Doping był do końca, ale losy awansu rozstrzygnęły się w pierwszej połowie.

Wdowczyk w tym spotkaniu zaryzykował. Wystawił trzech napastników, czwartego Sebastiana Szałachowskiego ustawił na skrzydle, a na prawej obronie zagrał prawy pomocnik Miroslav Radović. Nic to nie dało, bo dać nie mogło. Różnica w umiejętnościach była widoczna już w pierwszym spotkaniu.

Jak to zwykle jednak bywa, gdy polski zespół pierwszy mecz gra na wyjeździe i trzeba zadbać o jak najmniejszą stratę, to jakoś idzie. I mecz kończy się 0:0 albo nikłą porażką. Ale jak trzeba zaatakować, odkryć się, wtedy zaczyna się prawdziwe nieszczęście. Zaczynają się pojawiać błędy, o jakie nikt niektórych piłkarzy nawet by nie podejrzewał. Jak choćby ten przy golu na 1:1, gdy głupio piłkę w środku pola stracił Łukasz Surma, co w konsekwencji dało rywalom wolny.

Właściciel klubu Mariusz Walter nie wytrzymał długo. Opuścił trybunę honorową jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Wątpliwości co do poziomu prezentowanego przez Legię miał także Leo Beenhakker oglądający mecz w towarzystwie asystenta Bogusława Kaczmarka. Jedenaście lat temu jako drugi trener w stołecznym klubie pracował Mirosław Jabłoński, obecnie wiceprezes Zagłębia Lubin. Dobrych duchów nie przygnał, ale tego wieczora Legii nie były w stanie pomóc najsilniejsze nawet moce nadprzyrodzone.

- Nadzieja umiera ostatnia - mówił trener Wdowczyk przed meczem i zaryzykował. Od początku drugiej połowy nie było już jednak nadziei. W piątek jest losowanie Pucharu UEFA. Jeżeli Legia przejdzie jednego rywala, trafi do fazy grupowej. Nie będzie to jednak Liga Mistrzów. I choć jak stwierdził niedawno prezes warszawskiego klubu Piotr Zygo, pokonanie Szachtara nie było najważniejszym celem drużyny w sezonie, a liczy się kolejne mistrzostwo Polski, to wszystkim chodziło jednak o Ligę Mistrzów. A doszło do tego, że nastąpiła eksplozja radości, gdy Piotr Włodarczyk w końcówce zmniejszył rozmiary porażki. - Jeszcze trzy! - niosło się nad stadionem. To trafienie na pożegnanie przynajmniej poprawiło wisielcze humory.

"I have a dream" ("Miałem sen") - zacytowali słynną maksymę warszawscy kibice. Niespełniony. Dla Legii od wygranej w Göteborgu, czyli od 1995 roku, kiedy awansowali do LM. Tamta drużyna miała jednak podstawy, by wierzyć w podbój Europy. Ta obecna, oparta na zagranicznych piłkarzach, jest stanowczo za słaba.

LEGIA WARSZAWA 2 (1)

SZACHTAR DONIECK 3 (3)

Strzelcy bramek

Legia: Włodarczyk (17., z podania Balde, 89.)

Szachtar: Marica (22., z podania Elano), Fernando (27., z podania Tymoszczuka, 45., z podania Swiderskiego)

Składy

Legia: Fabiański - Radović, Choto, Balde, Edson - Szałachowski, Surma Ż (75. Burkhardt), Roger Ż - Włodarczyk, Gottwald (46. Korzym), Elton (64. Janczyk)

Szachtar: Szutkow - Swiderski, Hubschmann, Lewandowski, Rat - Fernando Ż, Tymoszczuk, Matuzalem Ż, Elano - Marica (70. Worobiej), Brandao (70. Okoduwa)

Widzów: 11 tys.

Sędziował: Michael Riley (Anglia)