Jak to się stało, że znalazł się Pan w Legii Warszawa i dlaczego zjawił sie Pan tak późno?
Zostałem polecony Markowi Jóźwiakowi przez mojego menedżera Pascuala Buassu. Z tego, co wiem Marek jest w stałym kontakcie z reprezentowaną przez niego agencją menedżerską. Do Legii mogłem dołączyć dopiero w Lisses, gdyż nie mam wizy do Polski.
W jaki sposób został Pan piłkarzem?
Nikt z mojej rodziny nie grał w piłkę, więc nie wiem, po kim posiadłem futbolowe umiejętności. Ganiałem z kolegami po ulicy za piłką dopóki nie przyjechał Jean-Marck Guy. Założył akademię piłkarską w Abidżanie, a następnie rozpoczął rekrutację kandydatów do nauki. Zaczynaliśmy w ósemkę, później było nas 27. Wszyscy dziś grają w Europie. Akademia jest już bardzo znana w świecie. Połowa jej absolwentów gra dziś w reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, m.in. Didier Drogba, Bonawenture Kalou. Ponadto przedstawiciele akademii współpracują z klubami w Belgii. Dlatego znalazłem się w Beveren.
Co Pana zachęciło do spróbowania swych sił w Legii?
Bo to wielki i profesjonalny klub. Występując w nim, mogę pokazać się w Europie.
A w Beveren nie mógł Pan?
Beveren i Legia są podobne pod względem profesjonalnego zarządzania i funkcjonowania. Oba kluby mają jednak inne ambicje. Beveren walczy o dobre miejsce w lidze belgijskiej, a Legia o Ligę Mistrzów.
A może właśnie skusiła Pana możliwość gry w Lidze Mistrzów?
Nie. Po prostu nadarzyła się szansa gry w innym klubie europejskim, więc chcę z niej skorzystać.
Po prostu ma Pan ochotę zostać w Legii.
Pewnie, dlatego tak ciężko trenuję i zrobię wszystko, żeby tu zostać. Muszę przekonać do siebie trenerów, choć mam na to bardzo mało czasu. Wszak pozostały tylko trzy mecze sparingowe i kilka treningów. Wierzę w siebie i widzę, jak piłkarzom Legii zależy na awansie do Ligi Mistrzów. Dlaczego miałbym im nie pomóc?
Na Pana pozycji występuje kapitan Łukasz Surma. Sądzi Pan, że uda się go wygryźć ze składu?
Z tego, co wiem, trener Legii Dariusz Wdowczyk próbował juz ustawienia z dwoma defensywnymi pomocnikami.
Skąd wziął się Pana przydomek Erico?
Nazywam się Eric K’Nda. W akademii w Abidżanie dla ułatwienia wszyscy mieli pseudonimy nadawane od imienia.
A jakim stwierdzeniem można określić Pana styl gry?
Jestem defensywnym pomocnikiem, więc trudno mi określić mój styl gry. Koledzy z Legii nazywają mnie teraz Makelele. Mam ponoć ruchy, wzrost i posturę oraz gram na tej samej pozycji, co francuski defensywny pomocnik.
Pana kraj znany jest z miłości do kości słoniowej. Czy do Europy przywiózł Pan amulet z tego cennego materiału?
Nie wierzę w żadne talizmany i mnie to zupełnie nie interesuje.
Czy to prawda, że w tym roku ma Pan zamiar się ożenić?
Obiecałem Armel, że w grudniu weźmiemy ślub.
Czy poza piłką nożną ma Pan jakieś inne zainteresowania?
Futbol jest moją pasją, ale lubię w wolnych chwilach poserfować po internecie.
Zostałem polecony Markowi Jóźwiakowi przez mojego menedżera Pascuala Buassu. Z tego, co wiem Marek jest w stałym kontakcie z reprezentowaną przez niego agencją menedżerską. Do Legii mogłem dołączyć dopiero w Lisses, gdyż nie mam wizy do Polski.
W jaki sposób został Pan piłkarzem?
Nikt z mojej rodziny nie grał w piłkę, więc nie wiem, po kim posiadłem futbolowe umiejętności. Ganiałem z kolegami po ulicy za piłką dopóki nie przyjechał Jean-Marck Guy. Założył akademię piłkarską w Abidżanie, a następnie rozpoczął rekrutację kandydatów do nauki. Zaczynaliśmy w ósemkę, później było nas 27. Wszyscy dziś grają w Europie. Akademia jest już bardzo znana w świecie. Połowa jej absolwentów gra dziś w reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, m.in. Didier Drogba, Bonawenture Kalou. Ponadto przedstawiciele akademii współpracują z klubami w Belgii. Dlatego znalazłem się w Beveren.
Co Pana zachęciło do spróbowania swych sił w Legii?
Bo to wielki i profesjonalny klub. Występując w nim, mogę pokazać się w Europie.
A w Beveren nie mógł Pan?
Beveren i Legia są podobne pod względem profesjonalnego zarządzania i funkcjonowania. Oba kluby mają jednak inne ambicje. Beveren walczy o dobre miejsce w lidze belgijskiej, a Legia o Ligę Mistrzów.
A może właśnie skusiła Pana możliwość gry w Lidze Mistrzów?
Nie. Po prostu nadarzyła się szansa gry w innym klubie europejskim, więc chcę z niej skorzystać.
Po prostu ma Pan ochotę zostać w Legii.
Pewnie, dlatego tak ciężko trenuję i zrobię wszystko, żeby tu zostać. Muszę przekonać do siebie trenerów, choć mam na to bardzo mało czasu. Wszak pozostały tylko trzy mecze sparingowe i kilka treningów. Wierzę w siebie i widzę, jak piłkarzom Legii zależy na awansie do Ligi Mistrzów. Dlaczego miałbym im nie pomóc?
Na Pana pozycji występuje kapitan Łukasz Surma. Sądzi Pan, że uda się go wygryźć ze składu?
Z tego, co wiem, trener Legii Dariusz Wdowczyk próbował juz ustawienia z dwoma defensywnymi pomocnikami.
Skąd wziął się Pana przydomek Erico?
Nazywam się Eric K’Nda. W akademii w Abidżanie dla ułatwienia wszyscy mieli pseudonimy nadawane od imienia.
A jakim stwierdzeniem można określić Pana styl gry?
Jestem defensywnym pomocnikiem, więc trudno mi określić mój styl gry. Koledzy z Legii nazywają mnie teraz Makelele. Mam ponoć ruchy, wzrost i posturę oraz gram na tej samej pozycji, co francuski defensywny pomocnik.
Pana kraj znany jest z miłości do kości słoniowej. Czy do Europy przywiózł Pan amulet z tego cennego materiału?
Nie wierzę w żadne talizmany i mnie to zupełnie nie interesuje.
Czy to prawda, że w tym roku ma Pan zamiar się ożenić?
Obiecałem Armel, że w grudniu weźmiemy ślub.
Czy poza piłką nożną ma Pan jakieś inne zainteresowania?
Futbol jest moją pasją, ale lubię w wolnych chwilach poserfować po internecie.