Legia przegrała drugie spotkanie z kolei. Przed tygodniem po porażce z GKS Bełchatów trener Dariusz Wdowczyk mówił o tym, że jego zespół traci charakter. W sobotę w Łodzi widać to było jak na dłoni.
Początek meczu był wyrównany. Drużyny badały się wzajemnie, grały ostrożnie, za wszelką cenę nie chcąc stracić szybko bramki. Wyjątkiem było groźne uderzenie Edsona z rzutu wolnego, po którym piłkę z trudem odbił Bogusław Wyparło.
W 28. minucie ŁKS wystosował w kierunku mistrzów Polski pierwsze poważne ostrzeżenie - szalejący po lewym skrzydle Robert Kolendowicz znakomicie zagrał do wbiegającego w pole karne Ensara Arifovicia. Zawodnik Bośni i Hercegowiny uderzył głową, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Chwilę później Ireneusz Kowalski groźnie strzelał z dystansu. Łukasz Fabiański odbił piłkę przed siebie, po czym obrońcy Legii oddalili niebezpieczeństwo od własnej bramki.
Goście próbowali atakować, ale na ogół z kiepskim skutkiem. W 36. minucie zdobyli jednak gola - Edson wykonywał kolejny rzut wolny, dośrodkował na ósmy metr, gdzie walczący z rywalami Tomasz Hajto wbił piłkę głową do własnej siatki.
Gospodarze nie załamali się stratą gola. Trzy minuty później po samotnej akcji Kowalski próbował zaskoczyć Fabiańskiego uderzeniem z dystansu. W odpowiedzi w podobny sposób strzelał Elton, ale znowu górą był bramkarz.
Tuż przed przerwą Kolendowicz z Arifoviciem przeprowadzili kopię akcji z 28. minuty. Tym razem jednak napastnik ŁKS wyprzedził obrońców Legii i strzałem z bliska pokonał Fabiańskiego.
W drugiej połowie nadal gospodarze byli zespołem aktywniejszym. W 48. minucie piłka po strzale Arifovicia trafiła w poprzeczkę. Chwilę później Legioniści zdobyli gola, ale sędzia uznał, że Miroslav Radović był na spalonym.
W 66. minucie wracający do Legii po kontuzji Marcin Burkhardt faulował w polu karnym nacierającego na bramkę Fabiańskiego Łukasza Madeja. Arbiter chwilę się wahał, ale ostatecznie wskazał na jedenasty metr. Karnego na bramkę pewnie zamienił Niżnik.
Wbrew oczekiwaniom kibiców stołecznego zespołu, którzy mimo zakazu stadionowego (po awanturach po meczu z Wisłą w Płocku w ubiegłym sezonie dostali zakaz wyjazdów na dwa spotkania ligowe) oglądali przebieg spotkania z sektora ŁKS, ich ulubieńcy nie rzucili się do odrabiania strat.
ŁKS świetnie się bronił, nie pozwalając Legii na tworzenie groźnych okazji bramkowych. Wyjątkiem była sytuacja z 83. minuty, kiedy Wyparło w ostatniej chwili rzucił się pod nogi strzelającemu z bliska Piotrowi Włodarczykowi. W końcówce trzeciego gola mogli zdobyć łodzianie, ale Fabiański z najwyższym trudem odbił piłkę po strzale Tarika Cericia.
Słabą grę Legii tłumaczyć mogą częściowo różnego rodzaju problemami. Nadal kontuzjowani są obrońcy Dickson Choto, Wojciech Szala i Grzegorz Bronowicki. W minionym tygodniu głośno było o kłopotach z Brazylijczykami Eltonem i Edsonem. Pierwszy został ukarany wysoką grzywną za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu, drugi popadł w konflikt z Wdowczykiem i opuścił kilka treningów.
Przed środowym rewanżowym meczem z Szachtarem Donieck w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów Legia nie ma powodów do optymizmu. W pierwszym spotkaniu przed własną publicznością Ukraińcy wygrali 1:0. Piłkarze Legii zapowiadają walkę, ale wyeliminować silnych rywali będzie im w takiej dyspozycji ogromnie trudno.
Po meczu powiedzieli:
Dariusz Wdowczyk, trener Legii: "Mecz ułożył się bardzo dobrze dla mojej drużyny, ale niestety nie potrafiliśmy sobie poradzić m.in. z bardzo dobrze grającym Kolendowiczem. Będę musiał poważnie zastanowić się, jak zestawić linię obrony w meczu z Szachtarem, ale nie będę miał dużego pola manewru. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, żeby ktoś z drużyny przeciwnej udawał małpę, prowokując w ten sposób naszego czarnoskórego zawodnika".
Marek Chojnacki, trener ŁKS: "Bardzo cieszę się ze zwycięstwa nad mistrzem Polski. Kolendowicz rozegrał chyba mecz życia. Był motorem napędowym większości akcji, które przeprowadziliśmy, żałuję jednak, że szybko musiał puścić boisko. Na szczęście po jego zejściu potrafiliśmy kontrolować grę. Patrząc na wynik można powiedzieć, że samobójcza bramka Tomka Hajty zmobilizowała nas jeszcze bardziej".
ŁKS Łódź - Legia Warszawa 2:1 (1:1)
Bramki: Arifović (45 min), Niżnik (67 min. - karny) - Hajto (36 min. - samobójcza)
Żółte kartki: Arkadiusz Mysona, Dariusz Kłus, Zdzisław Leszczyński, Bogusław Wyparło - Mamadou Balde, Artur Jędrzejczyk, Marcin Burkhardt, Łukasz Surma.
Sędzia: Jarosław Żyro (Bydgoszcz).
ŁKS Łódź: Bogusław Wyparło - Sebastian Przybyszewski, Tomasz Hajto, Zdzisław Leszczyński, Arkadiusz Mysona - Łukasz Madej, Dariusz Kłus, Rafał Niżnik, Ireneusz Kowalski (74 min. Tarik Ceric), Robert Kolendowicz (61 min. Sebastian Kęska) - Ensar Arifovic (90 min. Robert Sierant).
Legia Warszawa: Łukasz Fabiański - Artur Jędrzejczyk (71 min. - Tomasz Kiełbowicz), Mamadou Balde, Hugo Alcantara (43 min. - Marcin Burkhardt), Edson - Sebastian Szałachowski, Łukasz Surma, Aleksandar Vukovic, Roger - Miroslav Radovic (72 min. Piotr Włodarczyk), Elton.
Początek meczu był wyrównany. Drużyny badały się wzajemnie, grały ostrożnie, za wszelką cenę nie chcąc stracić szybko bramki. Wyjątkiem było groźne uderzenie Edsona z rzutu wolnego, po którym piłkę z trudem odbił Bogusław Wyparło.
W 28. minucie ŁKS wystosował w kierunku mistrzów Polski pierwsze poważne ostrzeżenie - szalejący po lewym skrzydle Robert Kolendowicz znakomicie zagrał do wbiegającego w pole karne Ensara Arifovicia. Zawodnik Bośni i Hercegowiny uderzył głową, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Chwilę później Ireneusz Kowalski groźnie strzelał z dystansu. Łukasz Fabiański odbił piłkę przed siebie, po czym obrońcy Legii oddalili niebezpieczeństwo od własnej bramki.
Goście próbowali atakować, ale na ogół z kiepskim skutkiem. W 36. minucie zdobyli jednak gola - Edson wykonywał kolejny rzut wolny, dośrodkował na ósmy metr, gdzie walczący z rywalami Tomasz Hajto wbił piłkę głową do własnej siatki.
Gospodarze nie załamali się stratą gola. Trzy minuty później po samotnej akcji Kowalski próbował zaskoczyć Fabiańskiego uderzeniem z dystansu. W odpowiedzi w podobny sposób strzelał Elton, ale znowu górą był bramkarz.
Tuż przed przerwą Kolendowicz z Arifoviciem przeprowadzili kopię akcji z 28. minuty. Tym razem jednak napastnik ŁKS wyprzedził obrońców Legii i strzałem z bliska pokonał Fabiańskiego.
W drugiej połowie nadal gospodarze byli zespołem aktywniejszym. W 48. minucie piłka po strzale Arifovicia trafiła w poprzeczkę. Chwilę później Legioniści zdobyli gola, ale sędzia uznał, że Miroslav Radović był na spalonym.
W 66. minucie wracający do Legii po kontuzji Marcin Burkhardt faulował w polu karnym nacierającego na bramkę Fabiańskiego Łukasza Madeja. Arbiter chwilę się wahał, ale ostatecznie wskazał na jedenasty metr. Karnego na bramkę pewnie zamienił Niżnik.
Wbrew oczekiwaniom kibiców stołecznego zespołu, którzy mimo zakazu stadionowego (po awanturach po meczu z Wisłą w Płocku w ubiegłym sezonie dostali zakaz wyjazdów na dwa spotkania ligowe) oglądali przebieg spotkania z sektora ŁKS, ich ulubieńcy nie rzucili się do odrabiania strat.
ŁKS świetnie się bronił, nie pozwalając Legii na tworzenie groźnych okazji bramkowych. Wyjątkiem była sytuacja z 83. minuty, kiedy Wyparło w ostatniej chwili rzucił się pod nogi strzelającemu z bliska Piotrowi Włodarczykowi. W końcówce trzeciego gola mogli zdobyć łodzianie, ale Fabiański z najwyższym trudem odbił piłkę po strzale Tarika Cericia.
Słabą grę Legii tłumaczyć mogą częściowo różnego rodzaju problemami. Nadal kontuzjowani są obrońcy Dickson Choto, Wojciech Szala i Grzegorz Bronowicki. W minionym tygodniu głośno było o kłopotach z Brazylijczykami Eltonem i Edsonem. Pierwszy został ukarany wysoką grzywną za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu, drugi popadł w konflikt z Wdowczykiem i opuścił kilka treningów.
Przed środowym rewanżowym meczem z Szachtarem Donieck w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów Legia nie ma powodów do optymizmu. W pierwszym spotkaniu przed własną publicznością Ukraińcy wygrali 1:0. Piłkarze Legii zapowiadają walkę, ale wyeliminować silnych rywali będzie im w takiej dyspozycji ogromnie trudno.
Po meczu powiedzieli:
Dariusz Wdowczyk, trener Legii: "Mecz ułożył się bardzo dobrze dla mojej drużyny, ale niestety nie potrafiliśmy sobie poradzić m.in. z bardzo dobrze grającym Kolendowiczem. Będę musiał poważnie zastanowić się, jak zestawić linię obrony w meczu z Szachtarem, ale nie będę miał dużego pola manewru. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, żeby ktoś z drużyny przeciwnej udawał małpę, prowokując w ten sposób naszego czarnoskórego zawodnika".
Marek Chojnacki, trener ŁKS: "Bardzo cieszę się ze zwycięstwa nad mistrzem Polski. Kolendowicz rozegrał chyba mecz życia. Był motorem napędowym większości akcji, które przeprowadziliśmy, żałuję jednak, że szybko musiał puścić boisko. Na szczęście po jego zejściu potrafiliśmy kontrolować grę. Patrząc na wynik można powiedzieć, że samobójcza bramka Tomka Hajty zmobilizowała nas jeszcze bardziej".
ŁKS Łódź - Legia Warszawa 2:1 (1:1)
Bramki: Arifović (45 min), Niżnik (67 min. - karny) - Hajto (36 min. - samobójcza)
Żółte kartki: Arkadiusz Mysona, Dariusz Kłus, Zdzisław Leszczyński, Bogusław Wyparło - Mamadou Balde, Artur Jędrzejczyk, Marcin Burkhardt, Łukasz Surma.
Sędzia: Jarosław Żyro (Bydgoszcz).
ŁKS Łódź: Bogusław Wyparło - Sebastian Przybyszewski, Tomasz Hajto, Zdzisław Leszczyński, Arkadiusz Mysona - Łukasz Madej, Dariusz Kłus, Rafał Niżnik, Ireneusz Kowalski (74 min. Tarik Ceric), Robert Kolendowicz (61 min. Sebastian Kęska) - Ensar Arifovic (90 min. Robert Sierant).
Legia Warszawa: Łukasz Fabiański - Artur Jędrzejczyk (71 min. - Tomasz Kiełbowicz), Mamadou Balde, Hugo Alcantara (43 min. - Marcin Burkhardt), Edson - Sebastian Szałachowski, Łukasz Surma, Aleksandar Vukovic, Roger - Miroslav Radovic (72 min. Piotr Włodarczyk), Elton.