Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 03 Apr, 2025

Radović: Legia to wielki klub

Byłem w Warszawie trzy lata temu. Teraz Legia to już inny klub. Znacznie bardziej profesjonalny - mówi Miroslav Radović, który w drużynie mistrzów Polski zadebiutuje w dzisiejszym towarzyskim meczu z Celtikiem Glasgow

Radović przyleciał do Warszawy w czwartek w nocy, po raz pierwszy trenował w piątek. Legia za prawego pomocnika młodzieżowej reprezentacji Serbii i Czarnogóry zapłaciła ok. 800 tysięcy euro. 21-letni napastnik podpisał czteroletni kontrakt.

Maciej Weber: Dlaczego Legia?

Miroslav Radović: To wielki klub, z ambicjami. Grając w Serbii, wiele o niej słyszałem. Jest szansa grać w Lidze Mistrzów. To bardzo istotne.

Do tej pory od Serbów ja z kolei słyszałem jednak, że jak ktoś gra w Crvenej Zvezdzie albo Partizanie, to raczej nie interesuje go wyjazd do takiego kraju jak Polska. W Belgradzie są dwa duże kluby, wcale nieustępujące Legii renomą. A Pan przecież grał w Partizanie.

- Futbol w Polsce jest coraz mocniejszy, chociaż nie macie jeszcze spektakularnych wyników. U was płaci się też więcej niż u nas. Poza tym miałem osobiste problemy, potrzebowałem zmiany środowiska. Ten wyjazd przyszedł w najwłaściwszym momencie.

Kiedy Legia po raz pierwszy zainteresowała się Panem?

- Jakiś miesiąc temu. Ja z nikim na temat transferu nie rozmawiałem. Wszystko ustalał mój menedżer. Początkowo Partizan nie chciał mnie puścić. Wiadomo - jak zwykle szło o pieniądze. W końcu jednak kluby doszły do porozumienia. I jestem.

Czy były trener Legii Dragomir Okuka odegrał jakąś rolę przy Pańskim transferze?

- Jaką i czy w ogóle rolę odegrał, tego nie wiem. Ale rozmawiałem z nim kilkakrotnie na temat Legii i bardzo mnie zachęcał do przyjścia tutaj. Mogę już chyba teraz powiedzieć, że miał rację.

Okuka polecał Legię, ale na finały mistrzostw Europy nie powołał jednak Pana do prowadzonej przez siebie reprezentacji młodzieżowej Serbii i Czarnogóry.

- Nie byłem przygotowany. Przez półtora miesiąca leczyłem kontuzję. Teraz już wszystko w porządku. Ale wtedy nie było.

Trzy lata temu był Pan z Partizanem na stadionie Legii podczas meczu pożegnalnego Okuki. Jakie wspomnienia?

- Bardzo miłe, ale teraz Legia to już inny klub. Poprawiła się organizacja, to naprawdę profesjonalna instytucja.

Nie licząc Pogoni Szczecin, gdzie zatrudniono kilkunastu Brazylijczyków, to właśnie Legia jest klubem, który w całej polskiej lidze ma najwięcej zagranicznych piłkarzy. Już teraz dziesięciu, a ma być jeszcze więcej. To dobra koncepcja? Obcy kosztem swoich?

- Ja też jestem z zagranicy, więc trudno mi się wypowiadać. Ale prawda wygląda tak, że w Europie to dzisiaj normalna sprawa.

Powiedział Pan, że w Polsce futbol idzie w górę, z czym akurat niekoniecznie musimy się zgadzać. Zakładając jednak, że tak jest, a liga polska jest w sumie lepsza od serbskiej, to jakim wzmocnieniem dla mistrza Polski może być rezerwowy zawodnik drugiej drużyny Waszego kraju?

- Nie byłem rezerwowym. Co prawda, jak przyszedł nowy trener, parę razy siadałem na ławce, ale miałem miejsce w składzie. To nie dlatego odszedłem z Partizana. Grałem w Pucharze UEFA, eliminacjach Ligi Mistrzów. Teraz w tych pucharach chcę powalczyć z Legią.

Przyjedzie do Pana rodzina?

- Dziewczyna, ma także przyjechać siostra. To bardzo ważne, bym nie był sam w obcym na razie mieście. Chociaż nie czuję się tutaj obco. Warszawa jest podobna do Belgradu. Na razie mieszkam w hotelu, w drużynie mam wsparcie rodaków Veselina Djokovicia i Aleksandara Vukovicia, z którym pogadałem sobie o Partizanie, bo on też kiedyś był zawodnikiem tego klubu.

Jak zareklamowałby Pan siebie warszawskim kibicom?

- O sobie mówić trudno. Jestem szybki. Gram na pozycji prawego pomocnika. Będzie o tym można przekonać się w trakcie wtorkowego meczu z Celtikiem.

W Serbii też jest zwyczaj organizowania tego rodzaju spotkań? Partizan często grywał towarzyskie spotkania z tak renomowanymi przeciwnikami?

- Nigdy nie grałem w takim meczu, ale - jak wspominałem - grałem w europejskich pucharach. Tam nieraz miewaliśmy takich rywali.

Ile daje sobie Pan czasu, by tak dobrze mówić po polsku jak Veselin Djoković, któremu przy okazji bardzo dziękujemy za tłumaczenie naszej rozmowy?

- Dwa do trzech miesięcy. Choć tak jak biegle mówi Veselin, to będzie jednak trudno.